Go On – Martyna Wróblewska

„Nie przystawaj dla zbierania kwiatów, by je zachować,
ale idź naprzód, a kwiaty będą ciągle kwitnąć na Twojej drodze.”
Rabindranath Tagore


Te słowa, pochodzącego z Indii noblisty krążą po mojej głowie od paru dni. Nie dają spokoju, sprawiają, że myślę o tym, co w życiu najważniejsze. Jak często brakuje nam odwagi czy zwykłej konsekwencji w realizowaniu nie tyle wielkich marzeń, co w podejmowaniu prostych decyzji. Wybieramy półśrodki – ze strachu, wygody, wyrachowania. A często nie jesteśmy nawet świadomi, że można inaczej. Słowa te usłyszałam od bliskiej mi osoby.

Teraz, kiedy, Monika Gawarecka jest Londynie, ja piszę ten tekst w Poznaniu, popijając kawę i myśląc o spotkaniu z nią i kolejnej rozmowie na temat sztuki. Z pewnością przytoczę jej wtedy słowa Tagore. Nie sądzę, jednak, że zrobią na niej wrażenie tak duże, jak na mnie. Dlaczego? Ponieważ Monika Gawarecka, w moim odczuciu już od dawna według nich żyje, tworzy, rozwija się. A ja mogę ten rozwój ,,podglądać”. Ktoś powie, że to, co piszę przypomina infantylny wpis do pamiętniczka. Nic bardziej mylnego. Czytałam już wiele dziwnych, nieuzasadnionych laurek. Monice Gawareckiej wystawić się jej nie da.

Twórczość Moniki nie wpisuje się bowiem w żadne trendy. Nie daje się zakwalifikować. Pamiętam jej wystawę rysunku w roku 2006, w Galerii Poziom. Studenckie jeszcze prace, ale niezwykle dojrzałe, przemyślane w swej uproszczonej, linearnej formie. Bardzo graficzne i ilustracyjne. Łatwe do zrozumienia. Ludzie siedzący w kawiarni, krajobrazy, znudzone modelki. Niektóre postaci jednak ,,traciły” twarze, ostre kontrasty sprawiały, że ciało ich zdawało się być wyciosane z drewna. Podobnie malarstwo z tego okresu – w pokoju siedzi jasna postać i wydaje się patrzeć w stronę okna czy też drzwi. Symboliczna, ale dająca się odczytać scena – moment spotkania, oczekiwania na nie, samotność? Wydawało się, że Monika będzie kontynuować, w pewnym sensie sprawdzony już, podobający się styl. Kiedy jednak, po pewnym czasie zobaczyłam jej nowe obrazy, musiałam się na początku zdziwić, następnie zastanowić, a wreszcie podjąć z nimi dialog.

Gawarecka to artystka nie bojąca się eksperymentu i poszukiwań. W momencie, kiedy obraz uległ niemal zupełnemu spłaszczeniu, kiedy wielu twórców poszło estetyzująco – dekoracyjną drogą na skróty, kiedy malarstwo przypomina grafikę, pasującą zarówno do domu, biura jak i klubu, Gawarecka jest inna. Jaka? Jakie jest więc teraz jej malarstwo? Z pozoru abstrakcyjne – kolorowe plamy układają się na płótnie w nieodgadnione kształty. Z pozoru pozbawione narracji – nie przedstawiają nic konkretnego. Kiedy jednak poprzebywa się z nimi dłużej, można dostrzec łódź płynącą w jakimś kierunku, ląd widziany z kosza balonu, ukrzyżowanego Chrystusa. Nagle obrazy zaczynają opowiadać jakąś historię. Nie jest ona wcale łatwa do odczytania, szczególnie dla ,,jednodniowego” odbiorcy. Z obrazami Moniki należy poprzebywać dłużej. Wymagają one wyciszenia się. Nie podają gotowej odpowiedzi, nie ułatwiają. Nie można zwyczajnie stwierdzić: ,,podoba mi się, nie podoba”. Jest to twórczość na zupełnie innym poziomie. Malarstwo Moniki to swego rodzaju zapis emocji artystki, jakie wyzwalają się w niej, podczas dyskursu z materią. Monika stara się te rozmowy utrwalić na płótnie. Nie chce o nich zapomnieć. Widz może więc czytać ten dialog, próbować odgadnąć jego znaczenie, wyciągnąć wnioski. Jesteśmy świadkami niezwykle osobistego doświadczenia artystki, która pokazuje nam swój ,,zaszyfrowany” pamiętnik. Jedynie ona wie, co oznacza konkretna plama, w jakim momencie się pojawiła, na które jej pytanie odpowiada. Monika daje się obrazowi prowadzić, czasem z nim walczy, stara się coś narzucić, rezygnuje, by podjąć rozmowę raz jeszcze. Dlatego też jej prace nie są zwyczajne. Obrazy są ostre, ktoś by powiedział, że agresywne lub waleczne. Tak jak rozmowy z Bogiem – nie muszą być spokojne, często stają się pełnymi napięć dyskursami. Przed oczami pojawiają się starzy mistrzowie, dla których tworzenie było formą kontaktu z absolutem a obcowanie ze sztuką niemal mistycznym doświadczeniem.

Analizując malarstwo Moniki Gawareckiej czujemy, że mamy do czynienia z osobą, która chce nam coś przekazać, a nie z kolejną malującą ,,ładnie” artystką. Mamy szansę sięgnąć głębiej, wyrwać się z powierzchowności współczesnego przekazu, z nie robiących już na nikim wrażenia – dramatów życia codziennego. Dzięki twórcom takim, jak Gawarecka mamy szansę dotknąć własnej duszy, nieba, Boga. Jak mało artystów teraz patrzy na sztukę w ten sposób. Ostanie realizacje Moniki to cykl przedstawiający łodzie. Moment przejścia, postaci znajdujące się pomiędzy życiem a śmiercią, między jakimiś wyborami. Widać w nich cierpienie ale i spokój. Kształty są bardziej dosłowne. Pojawia się znak, jak za dawnych czasów. Wydaje się, iż Gawarecka w swojej twórczości, również stoi na rozwidleniu ścieżki. Jestem niezwykle ciekawa, którą drogą podąży. Czy abstrakcyjne kształty będą nabierać coraz bardziej określone formy? Życie to droga, nieustanny proces. Zmieniamy się każdego dnia. Nie jesteśmy tacy sami. Niektórzy, mam na myśli w szczególności artystów, jednostki w jakiś sposób uwrażliwione, mogą te zmiany zapisywać. Czy to na kartach dziennika, tworząc muzykę, czy też rysując. Takie działanie może skojarzyć się komuś z formą terapii. I tak pewnie jest.

Do mnie przemawiają dzieła zaangażowane, a nie ładne. Przemawia do mnie sztuka, w której artysta stara się poznać samego siebie. Obserwowanie rozwoju czyjegoś malarstwa to rzecz niezwykle pasjonująca. Ponieważ, tym samym widzimy rozwój duchowy danej osoby. Obserwowanie zmian zachodzących w obrazach Moniki Gawareckiej jest dla mnie wyróżnieniem.

Recenzja napisana przez Martynę Wróblewską, Poznań, 2010